La Gomera – Cabo Verde. Z dziennika jachtowego

17:54 , 23 lutego 2015 1

24.11.2014, poniedziałek – San Sebastian, w drodze z Gomery na Cabo Verde

Pora startować. „Stoję w blokach” już od 2 dni. Wszystko przygotowane. Czekałem tylko aż się wypada i wiatr ostatecznie wróci do kierunku NE.

1. San Sebastian - La Gomera

 

 

 

 

„w blokach” – San Sebastian, La Gomera

 

 

Od rana świeci słońce i po dłuższej chwili niezdecydowania, kierunek wiatru ustalił się na zbliżony do NE. Ostatnia, odebrana, prognoza nie wspomina już o przeciwnym wietrze w okolicach Cabo Verde, nic nie stoi zatem na przeszkodzie, żeby jednak odwiedzić Sao Vincente – postanowione – idę w tym kierunku. Uzupełniam wodę i paliwo w kuchence, żeby nie robić tego na fali. O 1300 oddaję cumy i wychodzę torem wodnym na otwarty ocean. Jeszcze w porcie stawiam żagle. Grot na razie ma 2 refy. Spodziewam się, że w strefie akceleracji przy wyspie może „kuć” 40kn i tak istotnie jest.

02- San Sebastian za rufą  San Sebastian za rufą – „jazda”  w strefie akceleracji

 

 

 

 

 

 

Na zarefowanych żaglach szybko oddalam się od wyspy. Kierunek El Hierro – najbardziej wysunięta na południe wyspa archipelagu. Przejdę obok niej. Dzięki temu będę dłużej w zasięgu gsm. Zgodnie z oczekiwaniem, ok. 10 mil od Gomery, efekt „venturi” zanika. Wiatr  słabnie i to do zaledwie 5 kn. Zdejmuję refy i stawiam foka na spinakerbomie. Mimo to wleczemy się. Byle do passatu. Dzwoni Szymon z informacją, że wystartował o 1100. Z Las Palmas wyszła niezła armada. 177 jachtów ściga się w drodze na Karaiby. Wymieniamy się informacjami na temat pozycji i siły wiatru. Mimo, że nie jest daleko, na wschód ode mnie, ma wiatr ok. 20kn, a u mnie, niemal, flauta. Zmierza, na razie, na południe, tak jak ja.

25.11.2014, wtorek – w drodze z Gomery na Cabo Verde

Tuż przed świtem podpływa stado delfinów. Są inne od tych które spotykałem na północ od Kanarów.  W każdym razie zachowują się inaczej. Całe stado wynurzyło się przy lewej burcie i stojąc niemal w miejscu, pokazuje płetwy grzbietowe – jak rekiny. Przyglądam się im dokładniej… No jasne – przecież to Grindwale – wieloryby, zamieszkujące te wody. Są nie wielkie – dorosłe osobniki mają ok. 6 metrów. A to, na dodatek, pewnie jest młodzieżówka.

Wraz ze świtem zaczynają pojawiać się jachty uczestniczące w ARC. Atlantyk wielki, a tu tłok. Na AIS-ie widzę w pobliżu, 3, ponad-40 stopowe jachty: „Monomotapa”, „Blue Ocean” i „Black Butterfly”. Idą pod spinakerami ok. 6kn, kursem 264, czyli nie schodzą w strefę passatu, a jadą na skróty. Z moją prędkością 3,5 kn, zaczynam mieć kompleksy. Wiatr jest chimeryczny. Gdy wieje ok 15 kn, sog jest powyżej 4kn. Gdy słabnie, sog ledwie 2 kn i żagle „parskają”. Dziś szycie. Zszywam rozerwaną kieszeń szotową na fartuchu przeciw-bryzgowym i przy okazji osłonę przeciwsłoneczną. Na bramie rufowej montuję zestaw TRX-Fitness Anywhere i robię 3 kolejki ćwiczeń. Obiecuję sobie robić to kilka razy dziennie, żeby się nie „zasiedzieć” na Atlantyku. O 1900 sms od Szymona. Obsługa ARC ostrzega przed spodziewanym w nocy wiatrem NE do 40kn. Przed zapadnięciem zmroku zdejmuję spinakerbom i zakładam 2 refy na grota.

26.11.2014, środa – w drodze z Gomery na Cabo Verde

Spałem, a w tym czasie jacht „poginał” z prędkością 4,5kn. Wiało ok. 15-20kn, a nie, jak zapowiadano 40 kn. Jest 0800, wieje NE 10kn, niebo zachmurzone, lekko mży.

03-Atlantyk G-CV  pochmurno i deszczowo

 

 

 

 

 

 

 

0900 Zdejmuję refy. Wiatr odkręca na bliski N, idziemy baksztagiem ponad 5kn. Do południa robię testy Epirba i Plb. Wszystko Ok. Wystawiam też jedną wędkę z woblerem „marlboro”, tak je tu nazywają – czyli biały, z czerwoną główką.

1330 – coś się złapało na wędkę. Nie sądziłem, że coś złapię i nie byłem przygotowany. Po krótkiej walce, w kokpicie, na zwojach lin, ląduje koryfena,  ok. 70 cm długości.

 

04-Atlantyk G-CV    koryfena już w kokpicie

 

 

 

 

 

 

Filetowanie zajmuje 15 minut. Mycie kokpitu i czyszczenie lin ponad 2 godziny, a i tak utrzymuje się zapach „kutra rybackiego”. Na przyszłość trzeba wymyślić metodologię wędkowania.

Jutro zupa rybna z jarzynami. Lodówka wyłączona, ale jeszcze jest w niej chłodno, dzięki 4 l wody, która zamarzła i 5 wkładkom trzymającym niską temperaturę.

Ok. 1500 zakładam I ref na grota bo wiatr dochodzi do 25kn.

Ok. 1700 dokładam II ref, bo wieje już dobrze ponad 25kn.

Do łask wracają kalosze, sztormiak, wełniana czapka i 2 ciepłe polary

27.11.2014, czwartek – w drodze z Gomery na Cabo Verde

W nocy, alarm AIS kilkukrotnie budzi, zgłaszając niebezpieczne obiekty w pobliżu. Jakiś jacht idący cog 226, sog 5,5 kn wyprzedza mnie (moj sog 4,5 kn) i przecina kurs. Speed utrzymuje się pow. 4 kn. Myślami wracam do wczoraj złowionej koryfeny i uczuć, które mną targały, gdy wylądowała na pokładzie. Temat na odrębne opowiadanie. Wspominam też Omara, 14 letniego, marokańskiego chłopca z Gomery, który chciał się ze mną zabrać do Ameryki. Niezwykła historia, którą trzeba kiedyś opowiedzieć.

0900 zdejmuję 2 refa, speed skacze do 5 kn.

1415 wywołuje mnie włoski jacht, bez AIS-a. Idą na Martynikę. Ostrzegają przed silnym wiatrem, w nocy – do 40 kn z NW. Życzymy sobie dobrych wiatrów i spotkania na Martynice.

1605, rozdmuchało się – zakładam 2 ref.

Dostaję informację od Marka, że od jutra telefony Inmarsat, które nie mają upgrade softu, przestaną działać. Dotyczy to telefonów z firmware < v.5.3. Sprawdzam mój. Na szczęście ma v.5.6.1, powinno być ok. Szymon ma niestety wersję starą i od jutra urwie się nam kontakt. Trochę to pachnie skandalem. I tak nie mam najlepszego zdania o Inmarsat i swoim „providerze”. Teraz to zupełnie się kompromitują. Telefon satelitarny, na oceanie to nie zbytek i luksus dla bogatych jachtsmenów chcących sobie pogadać, ale poważny element zapewnienia bezpieczeństwa. Zamiast „odpalać” Epirba i uruchamiać, w razie nagłego zachorowania, szeroko zakrojoną akcję ratowniczą, można skonsultować się z lekarzem i próbować wyjść z opresji o własnych siłach. To samo w razie napadu pirackiego na jacht, utknięcia na nie oznaczonej rafie koralowej, czy innego niebezpiecznego zdarzenia.

Mój telefon ma jakąś wadę techniczną. Mimo bliskości równika, nad którym „wiszą” satelity Inmarsatu i czystego nieba, odbierany sygnał jest tak słaby, że ledwie umożliwia wymianę sms-ów. Zgłosiłem problem providerowi – znanej żeglarzom firmie z Bolesławca, gdzie kupiłem telefon, z prośbą o radę i pomoc, ale moja wiadomość przez 2 miesiące nie doczekała się odpowiedzi. Ehhhh… biznesmeni :(….  Nie komentuję tego, ale radzę dobrze się zastanowić, od kogo kupujecie telefon i u kogo zamawiacie usługę łączności satelitarnej, bo nie jest to tania zabawa a jeśli provider lekceważy swojego klienta, to na oceanie możecie wpaść w poważne kłopoty.

1900 od rufy wielki cumulonimbus. 3 ref na grota i redukcja foka.

 

05-Atlantyk G-CV  będzie „jazda” – mokra „jazda”

 

 

 

 

 

 

 

Dmuchnęło ponad 40 kn. Po 30 min znów czyste niebo i wiatr 20-25 kn. Zostawiam grota na 2 refie na noc, za to fok pracuje full. Sog 5 kn.

Dziś zupa rybna z jarzynami – danie jednogarnkowe.
06-Atlantyk G-CV  zupa rybna – danie jednogarnkowe

 

 

 

 

 

 

Wykorzystuję warzywa suszone, ziemniaki pokrojone w kostkę, pomidory i dużo papryki. Kołysze mocno. Największym wyzwaniem jest utrzymanie zawartości w garnku. Wyszła pyszna zupa. Zostały jeszcze 2 porcje. Mam nadzieję, że przechowa się na resztkach chłodu w lodówce.

Poz. 2000 24st15’N, 020st12’W. NW20-25kn. Log 3692Nm, do celu 516Nm.

28.11.2014, piątek – w drodze z Gomery na Cabo Verde

Ok. 0700 przecięliśmy Zwrotnik Raka, a jakoś się tego nie odczuwa.

1040 ok 2Nm za rufą piękny żaglowiec i idący na żaglach sog 6,8kn, cog 204. Co chwila chowa się za falami. Ale się nam morze rozbujało. Goni mnie. Chyba idzie na CV.

 

07-Atlantyk G-CV

pięknie wyglądają żaglowce, jesli idą pod żaglami

 

 

 

 

 

 

Ciśnienie wciąż spada, to chyba jeszcze nie koniec „jazdy”. Przebieg dobowy od 1200 do 1200, 109 Nm – nieźle. Cały dzień półwiatr 6-7B. Przechodzą wielkie stada wysokich cumulusów. Na szczęście deszcz pada albo przed dziobem albo za rufą. Często błyska i grzmi. Gdyby nie fale, regularnie przepłukujące kokpit, było by całkiem komfortowo.

 

08-Atlantyk G-CV   fale co rusz przepłukują kokpit

 

 

 

 

 

 

Mało słońca, ale jest ciepło – do 25st C. O 22 ide spać. Ok 2230 alarm AIS – statek – mijamy sie w odl. 1,5 mili. Na obiado-kolację zupa rybna z wczoraj. Trochę boję się zatrucia, bo zupa wyjęta z lodówki była ciepła.

29.11.2014, sobota – w drodze z Gomery na Cabo Verde

0700 – Żyję !!! – nie strułem się zupą rybną !!!

0830 – zwlekam się wachtę. Nie chce mi się wcześniej wstawać, gdy nie widzę nieba i słońca.

Wiatr, przez noc i od rana, bez zmian – WNW 6 – 7B.

Ok. 1000 wiatr „siada” do 3-4B i lekko odkręca na NW.  Zmieniam kurs na 215, dokładnie na CV.

1000 zdejmuję refy. Prognoza od Marka – będzie odkręcać na NE ok. 10-15kn – czyżby to już miał być passat?

 

09-Atlantyk G-CV   fok na spinakerbomie

 

 

 

 

 

 

 

1100 wiatr tężeje do 25kn i po 30-40 min. siada do 15. I tak na zmianę. Na W przejaśnienia i kawałki niebieskiego nieba, ale za nimi znów grube chmury. Gdy wieje refuję grota i jedziemy do 7kn. Gdy siada, ledwie 4 kn. Przebieg dobowy od 1200 do 1200, 109Nm.

1400 NW 20-25 kn – sog 7-8kn. Okrutnie kiwa na boki.

Na obiad rozmrożona pierś z kurczaka z ryżem i sałatka z pomidorów w sosie vinegret. Obiad starannie przygotowany.  „Nugaty” usmażone na złoto, z podsmażoną cebulką wyglądają wspaniale, ale smakują „starym mięsem”. Wywalam wszystko za burtę. Nie będę uprawiać „rosyjskiej ruletki” na środku oceanu. Na obiad zostały tylko pomidory i krakersy, ale za to, za wykazany rozsądek, nagradzam skippera kawą „z kukułką (*)” i ostatnią krówką. ( * Kawa z kukułką – kawa, mleko, cukier i odrobina brandy – smakuje jak cukierki „kukułki” – polecam).

1630 dawno bym zdjął refy ale wciąż nadchodzą wysokie cumulusy z silnymi szkwałami i z deszczem.

 

10-Atlantyk G-CV   nadchodzą chmury ze szkwałami i z deszczem

 

 

 

 

 

 

Od dziś myję naczynia wyłącznie w wodzie zaburtowej, a oszczędzam słodką. Na CV uzupełnię zbiornik 20l kranówki z Gomery. Nie wiem czy ostrzeżenia przed złą wodą na CV jeszcze są aktualne, ale nie zaryzykuję wlewania jej do głównego zbiornika. Opróżnione 5l bańki napełnię wodą do celów sanitarnych. Mycie w słonej wodzie garnkom i miskom nie zaszkodzi. Zaszczytu płukania w słodkiej wodzie dostąpi tylko kubek od kawy, bo nie znoszę smaku soli w kawie (stałe doświadczenie na Panoramie).

1700 przeszedł cumulonimbus z silnym wiatrem i obfitym deszczem. Po nim wiatr siada. Zdejmuję 2 ref. Sog 4,5kn. Na horyzoncie wysokie cumulusy – dogonią nas przed zmierzchem.

2000 wymiana sms-ów z Bolkiem R.

J: Wreszcie przyszedł oczekiwany NNE4B. Fok na spinakerbomie, jacht miękko surfuje na fali. Cichy szum odkosu dziobowego, delfiny, niebo wypełnione gwiazdami nade mną, że aż chce się je zrywać, księżyc oświetla fale wyznaczając drogę. Wokół niewyobrażalnie wielka pusta przestrzeń, a dusza śpiewa. Tak to sobie właśnie wyobrażałem. Jestem szczęśliwy …………

……. i cumulonimbus od rufy wielki jak Mount Everest, zaraz będzie gwizd. Zawsze musi się coś dziać?

B: to jakaś lipa, w prognozach nic o żadnych cumulonimbusach nie było mowy

J: Może i lipa, ale przyspieszył jacht do 8kn, rozdarł grota (10 cm przy pełzaczu), na koniec obsikał deszczem i poszedł. A ja mam jutro 3 godziny szycia. To był dwudziesty siódmy chyba dzisiaj. Dzięki takim, jak on, mam 100-milowe przebiegi dobowe i harcerską sprawność ref-mistrza ;).

Zajęty korespondencją za późno zauważam że dogania nas wielki cumulonimbus. Nie zdążyłem zarefować. Na szczęście podmuch idzie od rufy i cały impet wiatru, ok. 45kn, zamienia się w speed ok. 8kn. Po szkwale pozostaje rozdarcie grota o długości ok. 10 cm przy liklinie i remizce pełzacza między 2 a 3 refbantą. Da się płynąć tylko na 3 refie. Fok na PB na motyla na spinakerbomie. Sog ok 5 kn. Wygląda na to, że przy zakuwaniu remizki, uszkodzony został materiał żagla i w tym miejscu się rozerwał. Szycie jutro rano.

Po zachodzie słońca niebo przejaśnia się a na nim miliardy gwiazd. Oczu nie można oderwać. Wiszą tuż nad głową. Z atlasem nieba w ręce, uczę się rozpoznawać nowe gwiazdy i konstelacje – fascynujące.

30.11.2014, niedziela – w drodze z Gomery na Cabo Verde

Wiatr b. Słaby ok 5 kn z NNW sog ok 2 kn. Całe niebo zasnute chmurami.

0920 – stwierdzam rozdarcie foka marszowego na szwie, na najwyższym brycie.

FokM dół. Fok genua góra.

 

11-Atlantyk G-CV  Fok marszowy pruje się jak stare prze scieradło

 

 

 

 

 

 

 

Plan prac na dziś:

  1. szycie grota
  2. szycie foka
  3. Mycie lodówki

1200 zakończono szycie grota. Pełzacze przesmarowano wazeliną, bo zaczęły się zacinać w szynie. Szycie na rozkiwanym jachcie, pracującego grota, wprawdzie na 3 refie ale jednak, nie należy do najprostszych, ale udaje się nawet dobrze. Zakładam łatki i dokładnie je obszywam ściegiem bosmańskim. Straty: 1 złamana igła i trochę pokłute palce ;).

1300 pełny grot góra. Genua na spinakerbomie LB, „na motyla”. Sog 3 – 4,5 kn

1400 lodówka umyta. Zostaje otwarta, jako schowek.

1800 połowa foka zaszyta. Okazuje się że na pozostałych szwach też nici są poprzecierane. W sumie do zeszycia będzie kilka metrów bieżących przetartych szwów.. ale to, przynajmniej, szyje się w kokpicie.

 

DCIM100GOPRO  zajęcia z szycia żagli – połowa foka zaszyta

 

 

 

 

 

 

 

1900 – 2 refy na grota. Od rufy wał bardzo wypiętrzonych cumulusów.

01.12.2014, poniedziałek – w drodze z Gomery na Cabo Verde

0730 – zdjęto spinakerbom z genuy – wiatr odkręcił na NE – passat?

0910 przesmarowano ośkę radaru i dźwignię gazu, bo się zacinała.

Słońce pali. Za rufą pasmo cumulusów. Jeśli dmuchnie będę refować. Muszę dobrać optymalny zestaw żagli dla tego wiatru.

0920 – rozkręcił sie „tłok”  siłownika autopilota – skręcam i jedziemy dalej.

0930 – zdejmuję 2 ref.

Od 1200 do 1200 przebieg dobowy 96 mil.

02.12.2014, wtorek – w drodze z Gomery na Cabo Verde

0500 – pobudka – coś się dzieje z żaglami. Fok na wstecznym. Wiatr odkręcił na ENE 2B. Zdejmuję spinakerbom. Pełna genua pracuje na lewym halsie. Sog 4 kn.

Jest jeszcze zupełnie ciemno. W świetle latarki, widzę tuż koło jachtu stado dużych ryb ok. 1 -1,5 m długości. Jasno – zielone – wyglądają na koryfeny. Może zwabiło je światło? Sądziłem że to może delfiny, ale nie. Nie wynurzają się, mają płetwy po bokach i są „chude”. mahi-mahi, jak nic.

Mały eksperyment – uruchamiam silnik i przyśpieszam do 6 kn – ryby zniknęły. Zwalniam do 4kn – znów są :). Czyli 4 kn, to prędkość „obiadowa”… cenna wiedza.

Dziś pierwszy, słoneczny, dzień. Ustawiam solar 120W na pokładzie, pionowo, za wantami. Jest skierowany w stronę słońca – „idzie jak burza” – zdecydowanie poprawia bilans energii.

 

13-Atlantyk G-CV  solar pracuje wreszcie na pełny etat

 

 

 

 

 

 

 

Na pokładzie latająca ryba ok.20 cm. To już jest wreszcie jakiś poważny okaz.

 

14-Atlantyk G-CV   ryba latająca na pokładzie – jedna z wielu

 

 

 

 

 

 

 

Utrzymuje się wiatr E ok 10-15kn. Sog ok. 4kn.

1130 uruchamiam samoster wiatrowy a odstawiam autopilota.

1200 stwierdzam, że samoster wiatrowy „daje radę” 🙂 !!!

1600 wiatrowy steruje od 1130 – wyciął trochę zaskrońców ale w sumie jest bardzo ok.

1800 odstawiam samoster wiatrowy.

1815 zaoczono ląd. Widać wyższe partie Santo Antao i pojedyncze wzgórza Sao Vincente.

 

15-Atlantyk G-CV  zaoczono ląd – Santo Antao – szczyt Pico da Cruz, w chmurach

 

 

 

 

 

 

 

1900 ciśnienie szybko spada i paskudne chmury za rufą. 2 ref na grota i 2/3 Genuy. Chmury, chmurami ale celowo zwalniam, żeby podchodzić do Sao Vincente w dzień i z prądem.

2000 paskudne oparzenie przedramienia prawej ręki o kuchenkę. Będzie blizna.

Poz. 2000utc 17st29’N, 24st34’W

2400 stawiam jacht w dryf i idę spać

03.12.2014, środa – w drodze z Gomery na Cabo Verde

Info z locji: podejście do Sao Vincente od N: W cieśninie SV, NE stream runs 3,5h before Hw. Uwaga na akcelerację.  OK. będziemy uważać ;).

0600 Pobudka i wyjście z dryfu .

0712 „Azamar Journey” – statek pasażerski w drodze do Mindelo, przechodzi w odl. 0,9nm.

1100 wiatr gwałtownie przybiera na sile do ok. 40 kn – czuje się już cieśninę Sao Vincente.

 

16-Atlantyk G-CV  wejście do cieśniny  Sao Vincente

 

 

 

 

 

 

 

1130 przechodzę obok bardzo charakterystycznej dla Mindelo skały Ilheu dos Passaros – prąd i silny wiatr wypiętrzają niespokojną falę.

 

17-Atlantyk G-CV   Ilheu dos Passaros – charakterystyczna skała w cieśninie Sao Vincente

 

 

 

 

 

 

 

1230 silnik start, podejście

1300 na mooringu Marina Mindelo, Log 4230 Nm.

Postój w Mindelo.

 

18-Atlantyk G-CV na mooringu w Marinie Mindelo

 

 

 

 

 

 

 

Na brzegu dobrze znane widoki. Dziwne, czuję się tu „jak u siebie”  :).

 

19-Atlantyk G-CV stary znajomy sprzed 7 lat – Mar d’Canal nadal w słuzbie 🙂

 

 

 

 

 

 

 

Trzeba szybko zrobić odprawę wejściową i zobaczyć, co się tu zmieniło.

„Misja Mindelo” czeka na realizację ;).

Mindelo, 3 grudnia, 2014

 

One Response

  1. Wimpel pisze:

    Bardziej żeglarski wpis to coś dla mnie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *