Vlieland

22:04 , 1 września 2014 2

Byliście kiedyś na wyspie Vlieland ? Nie ? Ja też nie byłem.  Szkoda.

DSC_0129

 

 

 

 

 

 

Trasa większości rejsów prowadzi przez Kanał Kiloński w kierunku Helgolandu, gdzie uzupełnia się wiadome zapasy, a potem wszyscy, jak motorówki, pędzą w kierunku Amsterdamu, zostawiając z lewej burty, poza zasięgiem wzroku wyspy fryzyjskie… Może powodem jest pogoda, bardzo zmienna w tym rejonie, albo płycizny i silne prądy… być może tak.DSC_0094 Prawda jest taka, że owszem, mielizny są, ale bez przesady, silne prądy też, ale do opanowania, a za łańcuszkiem wysp kryją się usytuowane na nich, od strony wewnętrznej, malownicze mariny, wypchane po brzegi jachtami i starymi, pieczołowicie odrestaurowanymi, holenderskimi barkami, z charakterystycznymi, bocznymi mieczami.

 Wejście do Vlieland, bo te wyspę wybrałem jako miejsce odpoczynku, po przejściu Morza Północnego, prowadzi bardzo dobrze oznakowanym, szerokim i głębokim torem wodnym.  Podejście zacząłem godzinę po niskiej wodzie. Już wkrótce potem unosiła mnie fala przypływu, dodając min. 3 kn prędkości. Dzięki temu pokonanie 8 milowego toru zajęło trochę ponad godzinę. Tak silny, boczny, prąd może powodować problemy na wejściu do mariny. DSC_0081Miałem więc plan awaryjny. W razie wątpliwości, mogłem stanąć obok mariny, Az torem wodnym na kotwicy i poczekać do północy na tzw. slack – czyli przesilenie pływu, kiedy ruch wody na pewien czas ustaje. Wykonałem próbne podejście do główek mariny, chcąc oszacować prędkość znosu.  Spokojna woda wewnątrz mariny i perspektywa spokojnego snu na cumach była tak nęcąca, że po wykonaniu cyrkulacji skierowałem dziób w stronę wschodnie główki, zostawiając sobie spory zapas miejsca przed główką zachodnią. Maszyna full ahead i już jesteśmy w środku. DSC_0070Zaraz za główkami niespodzianka – Whirlpool – czyli mocne zawirowanie, odrzucające dziób jachtu w prawo. Kontra na sterze, luz na przekładni i  już spokojnie rozglądam się za wolnym miejscem.  Jest sobota – na dodatek ostatnia sobota sierpnia. Marina wypełniona jest po brzegi. W locji ostrzegają, że w sezonie letnim, zdarza się że port jest zamykany z powodu przepełnienia. Sympatyczny Holender pokazuje mi wolne miejsce przy Y-bomie, przy przedostatniej kei, odbiera cumy, wypowiada sakramentalne Welcome In Holland a następnie proponuje drinka. Z żalem, grzecznie, dziękuję. Jedyne o czym marzę w tej chwili, to sklarować jacht i iść spać.DSC_0075

Marina Oost Vlieland jast świetnie zorganizowana. W okazałym budynku klubowym znajduje się biuro Hafenmajstra, gdzie uiszcza się opłatę za postój – za 9m jacht 7,5 eur/dobę. Są toalety z wielką ilością kabin prysznicowych (solidna kąpiel kosztuje 0,5 Eur – o połowę mniej niż w Świnoujściu i 3 razy mniej, niż na Mazurach), sklep, snack bar i restauracja z pieknym tarasem. Jest pralnia z 10 wielkimi DSC_0125pralkami i suszarką oraz kilka wypożyczalni rowerów, które są tutaj głównym środkiem lokomocji.
Rowerem jedzie się do pobliskiego miasteczka Oost Vlieland, gdzie jest spory sklep Spar, bankomat i niezliczone restauracje i sklepiki – typowe miasteczko urlopowe.  Komunikację ze stałym lądem zapewnia prom osobowo – samochodowy. Na wyspie, w pobliżu mariny jest stacja SAR, z lądowiskiem DSC_0123dla helikopterów (SAR – stacja ratownictwa morskiego – skrót od Search And Rescue). 

 W niedzielne południe, w dach kabiny, zastukało dwóch dżentelmenów. Przedstawili się jako przedstawiciele służb imigracyjnych i celnych. Grzecznie poprosili o paszport, zapytali skąd przychodzę i dokąd się wybieram. Zapytali o zapasy papierosów i alkoholu, ucieszyli się że jacht jest produkcji holenderskiej, i poszli po 15 minutach, życząc miłego pobytu i szczęśliwej dalszej drogi. Vlieland nie jest „portem wejścia” i nie ma tu posterunku celnego. Nas, zgodnie z układem z Schengen rygory wchodzenia wyłącznie do portów wejścia nie obowiązują. Nie dotyczy to jednak jachtów przychodzących do Holandii spoza Schengen – np. z Channel Island (Wyspa Jersey), dlatego sprawdzają każdy.  Ciekaw byłem, czy zorientują się, że tak po cichutku, wszedłem na ich terytorium. Dobrzy są.  I mają niezłe źródła informacji.

Przeszedłem Morze Północne. Na logu Eternity 823 mile.

Zgodnie z prognozami powinienem wyruszyć stąd we wtorek rano. Żeby nie walczyć z przeciwnym prądem a raczej pozwolić mu się wynieść na morze , wyjście planuje ok. g.11. Kierunek Kanał Angielski (La Manche) – tak daleko jak sprzyjający wiatr pozwoli. Prognozy zapowiadaj, że północno – wschodni wiatr utrzyma się przez najbliższy tydzień. To, o tej porze roku, jak trafić piątkę w totka. Oby tak było. Zobaczymy jednak jeszcze, co w tej kwestii Neptun ma do powiedzenia.

Psom się do pyskóDSC_0114w liście przyklejają – to widoczny znak nadchodzącej jesieni. Naprawdę trzeba się zabierać w ciepłe kraje.

 Znikam na dłużej.

Bywajcie. 

 

 

2 komentarze

  1. znikąd pisze:

    W ciepłe kraje powiadasz… Dobrej drogi – tak Ci lądowo życzę, wybacz. Żaden ze mnie żeglarz przecież, co najwyżej czytacz morskich opowieści. Pozdrawiam z gorącej Langwedocji.

  2. Robert pisze:

    Chyba czas już coś napisać? Drugi dzień jesteś w Cherbourgu i cisza. Nie ma tam internetu?
    Pozdrawiam z deszczowego Wrocka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *