Zadanie z fizyki – dla entuzjastów

19:23 , 18 sierpnia 2014 11

/wpis dla miłośników techniki i majsterkowania – innych znudzi/

Mix Max Tupperware-źródło - allegro

 

 

 

 

 

Kto czytał za młodu książki Edmunda Niziurskiego, pamięta zapewne słynne zadanie o basenach.  Otwarte krany napełniały je, a przez otwory w dnie wody ubywało. To zadanie, łącznie z zadaniami o pociągach nadjeżdżających z przeciwka, było szkolną zmorą bohaterów Autora „Księgi Urwisów” i „Sposobu na Alcybiadesa”.

 Dla miłośników fizyki mam takie mniej-więcej zadanie:

Woda napływa przez otwór w dnie, o średnicy 60mm, usytuowany 70cm pod powierzchnią morza. Wyporność jachtu wynosi 4,9m3, przy czym już po napełnieniu w 1/3, silnik zostaje unieruchomiony a jacht traci manewrowość.  Elektryczna pompa zęzowa o wydajności 50l/min „wysiądzie” po 2 godzinach pracy non-stop. Ręczna pompa zęzowa  obsługiwana przez żeglarza, napędzanego adrenaliną, ma wydajność 40l/min. Nawet największa dawka adrenaliny nie pozwoli żeglarzowi na pompowanie dłużej niż 8 godzin.

Oblicz, w jakiej odległości należy szukać portu schronienia aby dopłynąć do niego o własnych siłach, jeśli jacht porusza się z prędkością 4 węzłów.

Mam przeciek !

Z dławicy kabla „starej, analogowej” echosondy, usytuowanej w dnie jachtu, sączy się woda. Zauważyłem to w drodze do Skagen, podczas porannego, rutynowego „obchodu” instalacji, ze szczególnym uwzględnieniem otworów dennych i zaworów. Zaniepokoiła mnie nienormalnie duża ilość wody w zęzie. Eternity pływa zwykle z suchą zęzą – niewielkie ilości wody pojawiają się tylko po sztormach, lub długotrwałej „jeździe” na silniku.  Winowajca szybko został odkryty.  Przeciek jest niewielki, ale jest. Dobrze że Skagen blisko.  Woda morska gdy raz znajdzie dla siebie drogę, nie ustąpi. Będzie uparcie drążyć, aż całkowicie wypłucze uszczelnienie i w skrajnym wypadku, zatopi statek.  Istotnie – przeciek na kablu okazuje się „czubkiem góry lodowej”. Podjęta w piątek, w porcie,  próba samodzielnego założenia „plastra” na króciec kabla, nie powiodła się. Masa uszczelniająca tuleję, w której osadzona jest echosonda, nasączona jest wodą jak gąbka. Spod palca tryska woda pod ciśnieniem, lepiej więc tego nie ruszać.

Idę do portu rybackiego. Zaczepiam ludzi z pytaniem o dźwig, do podniesienia jachtu, i spawacza okrętowego, który zaspawa całkowicie otwór echosondy.  Nie żal mi jej. Mam drugą, nową, a ta stara i tak pokazywała bzdury i nie mogłem jej ufać.  Jest piątek. „Wikingowie” nie chcą nawet rozmawiać o pracy – myślami są już na  wieczornych balangach  i wszyscy, jak mantrę, powtarzają słowo: „poniedziałek”.

To oznacza dla mnie przymusowy postój i utratę możliwości „wpasowania się” w okno pogodowe – czyli wiatr, który zaniósł by mnie do Kristiansand, w Norwegii, przed nadejściem kolejnego niżu.  Trudno. Pchać się na Morze Północne, z nie ustablizowanym przeciekiem, było by sprzeczne z „dobrą praktyką morską”, o zdrowym rozsądku nie wspominając.

Czekam do poniedziałku, uiszczając kolejne opłaty portowe, po 200 DKK za dzień.  Niepokoję się trochę o koszty naprawy, które ktoś z miejscowych oszacował wstępnie na 1500-2000 DKK. Dania to jeden z droższych krajów Unii. To poważny cios w budżet wyprawy.  Inną sprawą jest techniczna strona operacji. Silne wiatry mogą znacznie utrudnić lub uniemożliwić pracę dźwigu. Mam się czym niepokoić.

Weryfikacji wymaga też planowana trasa. Analiza prognoz nie napawa optymizmem. Jeśli nie wyjdę natychmiast na Skagerrak, wiatry o sile ponad 30kn zepchną mnie do Oslo i następny miesiąc będę się wygrzebywać z tego kotła. Wygląda na to, że muszę odłożyć Szetlandy na lepsze czasy, przeciąć 500mil po Morzu Północnym i iść dalej, skokami, na zachód, wzdłuż brzegu brytyjskiego. W strefie mielizn, silnych prądów i gigantycznego ruchu statków.  Szetlandy miały mi właśnie tego oszczędzić. Trudno – trzeba brać co dają.

Przesiedziałem tak 2 dni. Niedzielnego wieczora czuję mocny przypływ buntu.  A gdyby tak jednak samemu ??? W końcu to nie reaktor atomowy a cieknący jacht.

MYŚL MCGYVER – MYŚL !!!

Mój pierwszy Guru od majsterkowania – Adam Słodowy potrafił zrobić traktor ze starych szpulek po niciach i puszki po kawie Marago. Drugi Guru – Jurek Kosz złożył na Atlantyku radio z części, wygrzebanych z jakiegoś worka.  Jaka szkoda też, że nie ma tu Igorka albo Ziomka – razem potrafimy rozwalić każdy problem techniczny.

Jeszcze raz przyglądam się nieszczęsnemu otworowi w dnie. Suwmiarka w rękę.  Z dna wystaje tuleja o średnicy 60 mm i długości 70 mm. W środku, głowica echosondy, zakończona dławicą, z której sterczy kabel, od którego wszystko się zaczęło…

A gdyby tak usunąć dławicę z kablem? Zostanie tylko rura, którą jakoś trzeba zaślepić…  Zaczopować !!!. Ryzykowny będzie moment usunięcia dławicy, bo może siknąć morska woda pod ciśnieniem i będzie niedobrze.Tak – trzeba założyć dopasowany „czop”, uszczelnić go sikaflex-em i ściągnąć kilkoma skręcanymi opaskami.

Mam opaski. Mam sikaflex. Nie mam materiału na „czop”. Musi być, w miarę, dopasowany, z mocnego materiału ale jednocześnie poddać się nieco stalowym opaskom zaciskowym.

Po kolei odpadają: kubki, szklanki – są za sztywne, puszka po kawie – za słaba i zardzewieje, butelka od wody mineralnej – za słaba i za duża średnica, to samo butelka po Coca-coli. Butelka od „Ludwika” najlepiej pasuje, ale też budzi wątpliwości, czy wytrzyma.    Wodzę wzrokiem po jachcie i nagle widzę – ręczny mikser „Mix max” – Tupperware, do robienia naleśników.  Średnica prawie idealna. Polipropylen o grubości ścianki 1,5 mm. Trochę za sztywny, ale próba z taśmą zaciskową wypada pozytywnie. Materiał poddaje się. Nie wiele, ale wystarczy, żeby „dociągnąć” opaskę zaciskową, gdy sikaflex już stężeje.

Operacja musi być przeprowadzona bardzo szybko i bezbłędnie – zatem musi być perfekcyjnie przygotowana, na wypadek gdyby „siknęła woda”.

Przygotowuję pole operacji, oświetlając je rzęsiście. Trochę kłopotliwym jest, że jest to najwęższe miejsce w jachcie, gdzie ja sam ledwie się mieszczę. Przeszkadza stół w mesie z jednej strony, a koja z drugiej. Żeby manipulować przy echosondzie muszę leżeć na gretingu, pod stołem.

Przygotowuję narzędzia: piłka do metalu, papier ścierny, pistolet do sikaflexu, szczypce boczne do przecięcia kabla, klucz z grzechotką i nasadką nr 7,  do dociągania opasek …. i młotek … nie wiem po co … no tak – młotek zawsze się przyda.

Materiał: „gwóźdź programu” – czyli mikser, kartusz białego sikaflexu 291, 3 opaski zaciskowe 60 – 90mm.

Głęboki wdech i „z marszu” przystępuję do operacji.

Obcinam końcówkę miksera i graduję brzegi papierem ściernym. Mam czop o długości 80mm, nieco więcej niż długość wystającej z dna rury. Wypełniam go w 2/3 sikaflexem, następnie nakładam i wstępnie skręcam 3 opaski zaciskowe. Jestem gotów do zasadniczej części operacji. Musi być wykonana błyskawicznie.

Dość ryzykowne, silne uderzenie młotka (a jednak młotek) odłamuje plastikową dławicę. Szczypcami bocznymi błyskawicznie odcinam kabel. Woda sączy się, ale bez jakichś dramatów. Teraz szybko nakładam czop na rurę i staję na nim całym swoim ciężarem. Czuję jak osuwamy się razem w dół – nadmiar sikaflexu zostaje wyciśnięty po bokach rury, wspaniale ją uszczelniając. Teraz klucz nr 7 – dociągam opaski i …. prawie gotowe.  Wygląda na to, że przeciek ustał.

Czop na tulei echosondy

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Obserwuję to miejsce jeszcze przez 4 godziny, do chwili gdy sikalflex tężeje i mogę „dociągnąć” opaski „na gotowo”.   Dno jachtu wyłożyłem gazetami i nie pozostaje nic innego jak iść spać.

Werdykt zapadnie rano.  Jak mówią hydraulicy, kładący gazety pod uszczelniane rury, – „to jedyny przypadek, kiedy gazety mówią prawdę”.

Rankiem zrywam się z koi i „czytam gazety”. Nie ma śladu wody. Czop „siedzi” pewnie. Sikaflex jest juz twardy.

Tryumfalnie ogłaszam zwycięstwo człowieka nad materią.

Cała operacja kosztowała 3 godziny własnej pracy, kępę siwych włosów na głowie, 6 godzin koszmarnych snów  i koszty materiałów:

– mikser ręczny tupperware – 50 zł

– kartusz sikaflexu – 40 zł

– opaski zaciskowe

Nie licząc siwizny, zamknąłem się w  100zł.

Jestem wolny – mogę skupić się na analizie prognoz i szukaniu nowego „okna pogodowego”.  W kieszeni pozostało mi min. 1500 – 2000 DKK, za wyciąganie jachtu i spawanie.

I tylko nie wiem, JAK JA TERAZ BĘDĘ ROBIĆ NALEŚNIKI ???

pozostałość z miksera

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

serdeczne pozdrowienia

Wasz McGyver

11 komentarzy

  1. Tomek napisał(a):

    Gratuluję sukcesu. Nie przesadzę, jeśli napiszę, że czytałem z zapartym tchem.

    • Jacek Guzowski napisał(a):

      eee tam sukces … to w końcu prowizorka :).
      Dzięki Tomku za miłe słowo i fajne zdjęcia na forum.
      serdecznie pozdrawiam

  2. Arys krzysztof napisał(a):

    Panie Jacku cała moja rodzina trzyma kciuki za pana.Mam nadzieje ze moje spawy wytrzymują i farba się trzyma.POWODZENIA PANIE JACKU POZDRAWIAM.Krzysztof ARYS

    • Jacek Guzowski napisał(a):

      Panie Krzysiu.
      Gdy zobaczyłem co się święci od razu pomyślałem o Panu i o Pana powiedzonku – „coś sie wymyśli” :).
      Z Pana pomocą rozwiązalibyśmy problem w godzinę.
      Spawy trzymają się świetnie.
      Przy tej „pieskiej pogodzie” błogosławie solidna konstrukcję „budki” kokpitowej i sama budkę też.
      Serdeczne pozdrowienia dla Pana i Pana Rodziny.

  3. mjs napisał(a):

    Mc Giverze – dobry jesteś, ale i ryzykant… Staraj się takie ryzyko zmniejszyć do minimum. Odczytuj znaki, jakie otoczenie wysyła do Ciebie. Napisałeś „a ta stara i tak pokazywała bzdury i nie mogłem jej ufać” – to był znak, że trzeba ją usunąć przed wypłynięciem i załatać otwór. Nie miał byś kłopotu w Danii, płynąłbyś dalej i szybciej. 🙂
    Fascynujący opis.

    Stopy wody pod kilem Kapitanie!
    Szczęśliwej podróży!

    • Jacek Guzowski napisał(a):

      Dzięki za cenną wskazówkę. Czytanie znaków to umiejętność w której właśnie się podciągam :), z korzyścią dla własnego samopoczucia i zasobności portfela.
      pozdrawiam serdecznie

  4. jola napisał(a):

    Kto używa miksera do robienia naleśników? chyba tylko Jacek.G. Mikser ” sam wiedział” ,ze jego rola na jachcie będzie dużo wazniejsza,jest teraz prawdziwą częścia jachtu i to jak ważną.Pogody pod żaglami życzę i jak najmniej kłopotów.

    • Jacek Guzowski napisał(a):

      Tak, to dotyka natury problemu związków przyczynowo – skutkowych, o których wkrótce coś napiszę. Za życzenia pogody dziękuję. Przydadzą się. Neptun zaparł się żeby nie wypuścić mnie z Bałtyku. Wylewam do morza drugą butelkę dobrej whisky a On nic. Poczekamy, zobaczymy. Pozdrowienia Pani Jolu

  5. znikąd napisał(a):

    Fajna sensacja. Trochę Słodowego, trochę Kinga… Potworów tylko brakowało 😉
    A mówiłeś, że tylko technicznych zainteresuje.

  6. Foka56 napisał(a):

    Opowieść trzyma w napięciu od początku do końca! Nie życzę więcej okazji do takich opisów, ale czekam już na książkę po wyprawie. Pisać, to Pan potrafi 🙂

    • Jacek Guzowski napisał(a):

      Dziękuję Elu,
      Poznaliśmy się u Karmeny, więc ten „Pan” jest mocno na wyrost ;).
      Ja tylko spisuję fakty – o treści decyduje Natura :).
      Jak mawiał Lem: „w dzisiejszych czasach nikt niczego nie czyta”, więc pisanie książek stało się mało sensownym zajęciem :).
      pozdrowienia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *